Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

"Małgośka i jej stulecie". Wspomnienie o pani Małgosi, najstarszej mieszkance Kiełpina

Lucyna Puzdrowska
Lucyna Puzdrowska
W Kiełpinie odbyła się niezwykła uroczystość wspomnieniowa Małgorzaty Blok, najstarszej mieszkanki Kiełpina, która zmarła w ub. roku w 102. roku życia.
W Kiełpinie odbyła się niezwykła uroczystość wspomnieniowa Małgorzaty Blok, najstarszej mieszkanki Kiełpina, która zmarła w ub. roku w 102. roku życia. Lucyna Puzdrowska
We Wspólnej Chacie w Kiełpinie odbyła się promocja książki o niezwykłej kobiecie – pani Małgosi Blok, uwielbianej przez mieszkańców najstarszej mieszkance Kiełpina, która po cichutku odeszła 21 lutego ub. roku. Spisania dziejów życia Małgorzaty podjął się Franciszek Szczęsny, pisarz rodem z Kiełpina. Powstała publikacja "Małgośka i jej stulecie". W uroczystości udział wzięły władze gminy i miejscowi księża oraz tłum mieszkańców – sąsiedzi, przyjaciele i osoby, które spotkały tę niezwykłą kobietę kilka razy w życiu, a mimo to, pozostawiła w ich sercach ciepło i swój… różany zapach.

To nie był zwyczajny wieczór autorski, ani promocja książki, a bardziej wieczór wspomnień o Małgorzacie Blok. Przyjacielska, rodzinna wręcz atmosfera wypełniła tego wieczoru mury Wspólnej Chaty w Kiełpinie. Choć były chwile wzruszające, to jednak dominował nastrój radości i wesela, dokładnie tak jak życzyłaby sobie pani Małgosia.

Bo jedno jest pewne - była kobietą, która mimo wielu trosk, problemów i ciężkich prób, którym poddawało ją życie, każdego gościa witała uśmiechem i z sercem na dłoni. W myśl przysłowia "Gość w dom, Bóg w dom" cieszyła się mogąc witać w swoich progach wszystkie życzliwe jej dusze, nawet te zabłąkane... I nikogo nie wypuszczała ze swego domu bez poczęstunku.

Podczas wieczoru wspomnień autora książki, władze gminy, rodzinę Małgorzaty Blok i zaproszonych gości przywitały bibliotekarki z MiP Biblioteki Publicznej w Kartuzach

I było to logiczne, zważywszy, że uroczystość odbywała się we Wspólnej Chacie, filii kartuskiej biblioteki. W uroczystości udział wzięli Mieczysław Grzegorz Gołuński, burmistrz Kartuz wraz z wiceburmistrz Sylwią Biankowską. Była Barbara Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach i jednocześnie recenzentka publikacji "Małgośka i jej stulecie" oraz Dominika Biekisz-Olejnik, prezes KGW Kiełpinianki wraz z członkiniami stowarzyszenia.

Pani Dominika, obok sołtysa Mirosława Paczoski i Joanny Kaizer-Prondzinskiej, była też partnerem projektu, czyli osób najbardziej zaangażowanych w powstanie książki i wieczoru wspomnieniowego o tytułowej "Małgośce". Oprawę graficzną i przepiękną, wspomnieniową aranżację wnętrza Wspólnej Chaty zapewniła na ten wieczór Justyna Pająk-Gąska. O dobrą muzykę, mnóstwo kaszubskich gadek i dowcipów zadbała kapela A Matizer Noga. To było to! Znając bohaterkę tego wieczoru przez jej kilka ostatnich lat życia, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że właśnie takiego wieczoru wspomnień, a nie łzawych opowieści, życzyłaby sobie pani Małgosia.

Księża z Kiełpina najmilej widzianymi gośćmi

Zważywszy na wiarę, którą przez całe życie pielęgnowała pani Małgorzata i którą wpajała swoim dzieciom, wnukom i prawnukom, nie mogło na tej uroczystości zabraknąć kiełpińskich duszpasterzy. Nie mogli być wszyscy ukochani kapłani, którzy duchowo wspomagali panią Małgosię w późniejszych latach jej życia, ale był ks. Tomasz Juchniewicz, proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła w Kiełpinie oraz wikariusz ks. Dawid Suchomski.

Nie mógł być obecny blisko związany z "Małgośką" ks. Andrzej Megger, a przede wszystkim wspierający ją przez lata były proboszcz - ks. Arkadiusz Okroj. Swoją drogą, miała szczęście do duchowych przewodników pani Małgorzata - ks. Arkadiusz jest obecnie biskupem pomocniczym diecezji pelplińskiej, a ks. Andrzej wykładowcą w WSD w Pelplinie i adiunktem w Katedrze Teologii Liturgii w Sekcji Liturgiki i Homiletyki na Wydziale Teologicznym KUL.

Jednak głównymi bohaterami tego rodzinno-przyjacielskiego spotkania byli Maria Zielińska i Franciszek Szczęsny

Choć w tle przez cały wieczór przewijała się postać pani Małgosi - eleganckiej, zadbanej, pełnej radości życia kobiety i pięknego człowieka, to tak naprawdę Maria Zielińska, jej najmłodsza i jedyna żyjąca córka, była niewątpliwie główną bohaterką tego spotkania. Bo kto kocha przez dziesięciolecia tak mocno swoją mamę, że wsłuchuje się w każde jej słowo, zapisuje w sercu każde wspomnienie, dba o wszystkie potrzeby, ale też wspiera aż do ostatniej chwili życia?

To córka Maria była tą, która podjęła starania, by przebogate w przeżycia smutne, tragiczne, ale też radosne chwile, utrwalić dla kolejnych pokoleń. I dzięki pomocy i wsparciu wielu osób, udało się to zrealizować. Pierwszą osobą, która przybliżyła Franciszkowi Szczęsnemu postać pani Małgorzaty była Joanna Kaizer-Prondzinska, dyrektor przedszkola "Aniołek w Kiełpinie, członkini Rady Sołeckiej Kiełpina. Od pomysłu do wstępnej realizacji nie minęło dużo czasu.

Pani Małgorzata Blok, mimo ukończonych 101 lat, umysł miała bystry i potrafiła podzielić się z Franciszkiem Szczęsnym wspomnieniami ze swojego życia. Bardzo pomógł też pisarzowi pamiętnik, przez lata pisany przez Małgorzatę Blok.
Zamieszczała w nim nie chronologicznie ważne zapiski ze swojego życia. Być może dlatego pan Franciszek zdecydował, że książka będzie miała inną formę, że narracja odbywać się będzie w pierwszej osobie - to sama pani Małgosia opowiada w niej o swoich przeżyciach, niekiedy wręcz przerażających.

Pisarz nie od początku był przychylny temu pomysłowi

- Kiedy otrzymałem propozycję napisania wspomnień ponadstuletniej seniorki, do pomysłu byłem sceptycznie nastawiony - mówi Franciszek Szczęsny. - Miałem bogate doświadczenie z wywiadów z wieloma osobami. Szczególnie z członkami Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski". Spotykałem osoby, które na moje pytania odpowiadały jednym zdaniem, ale również takie, które konfabulowały.

Franciszek Szczęsny, podczas wieczoru wspomnień o Małgorzacie Blok, opowiadał o swoich doświadczeniach z rozmów z ludźmi kiedyś wielkimi, którzy w starszym wieku opowiadali całkiem inne historie, często skupiając się nie na faktach, a całkiem nieistotnych szczegółach.

- Widziałem, co starość robiła z tymi ongiś ważnymi wojownikami o wolność. Jeden w kółko opowiadał mi o swoim swetrze, jakby to była superważna rzecz - kontynuował pisarz. - W takich przypadkach nie wszystkie informacje można było obdarzyć wiarygodnością. Z panią Małgorzatą Blok, mimo jej wieku, takich problemów nie miałem. Gdyby pominąć fakt, że traktowała mnie jak kogoś znacznie młodszego - i słusznie, bo mógłbym być jej synem - rozmawiało nam się wspaniale.

Franciszek Szczęsny zwraca też uwagę na jedną zasadniczą rzecz, a mianowicie, że ważne jest dla przyszłych pokoleń jak kiedyś żyli, z jakimi problemami mierzyli się ich dziadkowie i pradziadkowie na Kaszubach.

- Truizmem jest twierdzenie, że odtwarzanie przeszłości jest potrzebne i ważne dla przyszłych pokoleń - kontynuuje Franciszek Szczęsny. - Tego aksjomatu chyba nikt nie zaneguje. Sam jestem kiełpinianem od pięciu pokoleń, ale pani Małgorzaty wcześniej nie poznałem. Jednak pamiętam, że kiedy odwiedzałem rodzinne Kiełpino i wysiadałem z pociągu, to z lewej strony zachwycałem się domostwem z przepięknym ogrodem. Rosły tam róże, całe mnóstwo, głównie czerwone. Nigdzie potem nie spotkałem podobnego różanego ogrodu.

Po poznaniu niezwykłej kiełpińskiej seniorki Franciszek Szczęsny diametralnie zmienił zdanie nie tylko odnośnie spisania jej wspomnień, ale też celu, który temu przyświecał.

- Jak to się dzieje, że dziś dzieci i wnukowie rzadko kontynuują dzieło swoich rodziców i dziadków? Czyżby chcieli pokazać, że są mądrzejsi? Doświadczenia i wiedza nie przychodzą same, nie spadają z nieba, w mozole zdobywa się je latami. Niestety, oni po czasie żałują, że nie skorzystali z mądrości życiowej i nie wysłuchali wspomnień swoich przodków, kiedy ci jeszcze żyli. Wówczas dopiero żałują, że ta cenna historyczna wiedza zginęła bezpowrotnie - mówi Franciszek Szczęsny.

Jak dodaje, w swojej książce, wiedzę o bogatym i wiekowym życiorysie Małgorzaty Blok, starał się przekazać rzetelnie, bez fantazjowania.

- Starałem się ocalić od zapomnienia jej życie i towarzyszące mu zawirowania, bo warto je przedstawić na tle szerszej historii nie tylko jej potomkom, ale przede wszystkim możliwie dużej rzeszy czytelników - dodaje Franciszek Szczęsny. - Chciałbym inne osoby zachęcić do pójścia w moje ślady, by spisały historie swoich rodzin. Trzeba tylko chcieć, bo pamiętajmy, że pełna historia kraju składa się z historii wszystkich jego obywateli.

Joanna Kaizer-Prondzinska przypomniała historię życia "Małgośki"

Oczywiście była to historia jej ponadstuletniego życia w pigułce, bo gdyby przytaczać wszystkie fakty, nie byłoby potrzeby sięgać po książkę, a naprawdę warto! Prezentacja obejmowała nie tylko kilka ważnych aspektów jej życia od strony informacyjnej, ale też przepiękne zdjęcia sprzed wielu, wielu lat. Co ciekawe, niektóre są lepszej jakości, niż te wykonywane już w latach 80. czy 90. XX wieku.

I tak dzięki tym zdjęciom i opowieści pani Joasi, mogliśmy poznać "Małgośkę" z jej lat młodości i późniejszych, gdy zamieszkała już w Kiełpinie i założyła swój wspaniały ogród, składający się ze 150. pąsowych róż. Ale to nie róże, choć ukochane, były motywem przewodnim życia Małgorzaty Blok. Motywem tym była przede wszystkim wiara, miłość do rodziny, otaczających ją, życzliwych ludzi, no i oczywiście do róż...

Życiorys w pigułce

Małgorzata Blok urodziła się 3 czerwca 1921 r. w miejscowości Mydlita w gminie Czarna Dąbrówka w powiecie bytowskim. Pochodziła z rodziny wielodzietnej, składającej się z dziewięciorga dzieci. Była najmłodszą z rodzeństwa. Matka, Augustyna Stencel, zajmowała się domem i odbierała porody, czyli była akuszerką, natomiast ojciec, Jan Stencel był kołodziejem. Produkował wozy drewniane i rzeźbił w drewnie. Był bardzo religijny, z całą rodziną odmawiał codziennie różaniec. Był też kościelnym i śpiewał w chórze.

Pochodziła z dużej, 80 hektarowej gospodarki położonej w Ramlejach. Przed wybuchem II wojny światowej przesiedlili się do Goręczyna - Koszowatka. Podczas wojny przeżyła straszne chwile, przyglądając się jak umierają ludzie. Przez 6 miesięcy była więźniem w obozie koncentracyjnym Stutthof. To nie był dobry czas dla tak młodziutkiej, wchodzącej w dorosłość dziewczyny.

W książce "Małgośka i jej stulecie" opowiada m.in. przerażającą historię o pierwszych dniach w obozie - kąpieli w ukropie, a potem lodowatej wodzie bolesnym "badaniu" zębów, czy też... innych części ciała. Straszne. Fakt, widujemy podobne sceny w filmach, ale proszę mi wierzyć, że gdy wychodzi to z ust osoby, którą się znało, kochało, całkiem inaczej się je odbiera.

Mimo wszystko, Małgorzata miała też jedno dobre wspomnienie obozowe, poznała tam niemieckiego żołnierza, który pomógł jej opuścić obóz. Mimo, że nigdy między nimi nie było uczuć, próbowała go potem odszukać, chociażby po to, by podziękować, ale bezskutecznie.

Jak opisała w swoim pamiętniku i potem przekazała tę wiedzę Franciszkowi Szczęsnemu, w obozie miała pełną świadomość, że jej życie ratuje mała figurka Matki Boskiej, którą... trzymała w koku swych bujnych włosów. Udało się przeżyć i dziś nieważne, czy pomogła Matka Boska czy ów niemiecki żołnierz, Małgorzata wróciła do domu, by dalej mierzyć się z trudami życia.

- Mama często potem powtarzała, że to dzięki wierze w Boga i ochronie Matki Bożej Niepokalanej nadal tu jest i żyje - opowiada córka Maria Zielińska.

W końcu "Małgośka" poznała miłość swojego życia

Po wojnie wyszła za mąż. Jej mąż Zygmunt był murarzem i zdunem. Z opowieści córki wynika, że zawsze gdy wracał do domu przynosił jej mamie bukiet polnych kwiatów.

Pani Małgorzata urodziła troje dzieci. Doczekała pięciorga wnucząt i troje prawnuków. Przez większość życia zajmowała się domem. Lubiła haftować i prace na drutach. Przed wojną pracowała (na wysyłanych robotach) na terenach Żuław koło Tczewa. W czasie wojny pracowała w Porcie Gdynia jako pomoc w kuchni i w szpitalu. Natomiast gdy wyszła za mąż, została zatrudniona przy produkcji czekolady i piwa w Gdańsku.

- Później pracowała w ogrodnictwie w Gdyni i to właśnie to zajęcie najmilej wspominała - opowiada córka Maria. - Uwielbiała pracę przy tysiącach kwiatów, patrzeć jak rosną, rozkwitają, by rozkoszować się ich zapachem. Już wtedy jej ulubionymi były czerwone róże i białe lilie. Kochała kwiaty do tego stopnia, że potem we własnym ogrodzie posadziła 150 róż i każdego dnia chodziła pomiędzy nimi i pielęgnowała. Rosły przez 20 lat - wspomina córka Maria.

Co jest niezwykłego w książce o Małorzacie Blok?

Na pewno to, że historię swojego życia opowiada ponadstuletnia kobieta, ale jeszcze bardziej to, że tą kobietą jest nie postać fikcyjna, ale ktoś kogo znaliśmy, szanowaliśmy kochaliśmy. Niesamowite jest też poczucie humoru i dystans do siebie, który emanuje wręcz z opowieści pani Małgosi, zwłaszcza jej pierwszej części, kiedy zadaje sobie i nam pytanie, dlaczego ktoś w ogóle chce pisać "o takiej starej babie?".

Wspaniałe w książce są dialogi matki Małgosi z córką Marysią, również dotyczące kwestii, czym sobie zasłużyła, by o niej pisano. Rozmowy dotyczą też poprzedniej, słynnej już książki Franciszka Szczęsnego - "Zakazana miłość", której akcja również toczy się m.in. w Kiełpinie. Tamta pozycja dotyczy miłości dziewczyny z Kiełpina, katoliczki i żydowskiego chłopaka. Podobnie jak "Małgośka", również oparta jest na faktach. Nic więc dziwnego, że pani Małgosia znała głównych bohaterów.

Długie życie jest radością, ale bywa też przekleństwem?

Jednak dla mnie osobiście najbardziej poruszające w historii życia pani Małgosi jest to, jak jedno po drugim przeżywała swoje dzieci. To nie godzi się z naturą, by matka patrzyła jak do grobu wpuszczają jej dziecko, a jedno - ukochaną córkę Krystynkę, musiała pożegnać bardzo wcześnie, gdy ta była jeszcze młodziutką dziewczyną.

Nasuwa się pytanie, czy tyle lat życia jest radością czy też bywa przekleństwem? Pewnie lepiej byłoby wyłączyć w niektórych życiowych dramatach mózg i serce, by po prostu nie czuć, nie przeżywać, by tak strasznie nie bolało... Pani Małgorzata jednak żyła i musiała radzić sobie z bólem tak jak umiała.

Co ciekawe, `była człowiekiem, który się nie skarży, nie narzeka, nie biadoli. Jak to możliwe po tylu przeżyciach? Na pewno w późniejszych latach jak plaster miodu działała na jej serce córka Marysia, która pojawiła się na świecie, gdy nasza "Małgośka" skończyła 40 lat. Obecnie to całkiem normalne, ale przed laty było rzadkością. I dobrze, że w tym przypadku ta "rzadkość" się przydarzyła, bo Marysia zastąpiła w życiu pani Małgosi ból minionych lat. Jakby to patetycznie nie zabrzmiało, oprócz róż stała się lekiem na całe zło...

Potem pojawiły się wnuki i ukochany - mądry i rezolutny prawnuczek Piotruś, który stał się całym jej światem. Kto wie, czy po cichu bardziej go nie uwielbiała niż Marysię? Wiadomo, córka zbeszta, czasem musi powiedzieć coś mniej miłego, a Piotruś stał się jednym wielkim, choć w małym ciele, człowieczkiem do kochania.

Burmistrz Kartuz namawia do spisywania wspomnień swoich bliskich

W powiecie kartuskim i na całym Pomorzu prawie każdego tygodnia ukazują się informacje o kolejnych jubilatach. Najwięcej jest tych o 100-latkach, ale coraz częściej pojawiają się też o osobach, który ukończyły 101, 102 lub nawet 103 lata. Te osoby - jeśli mają tak bystry umysł, jak pani Małgorzata, są skarbnicami wiedzy o latach wojny, czasach powojennych, ale też własnym życiu.

- Będę bardzo namawiał rodziny naszych seniorów, by spisywali informacje, wspomnienia z życia swoich bliskich - mówił podczas spotkania w Kiełpinie burmistrz Mieczysław Grzegorz Gołuński. - Przecież takie wspomnienia to skarb! Skąd mamy je uzyskać jak nie właśnie od ludzi, którzy powoli odchodzą, ale wciąż są z nami i mogą się nimi podzielić. Można to robić wcześniej, gdy bliska nam osoba ma 70 czy 80 lat, a potem stopniowo uzupełniać. Jestem pełen podziwu i ogromnego szacunku dla pani Marii, że postarała się o wydanie tej biografii, jak i dla pana Franciszka, że podjął się tego dzieła. Dzięki wam powstała książka niezwykła, bo nie o postaci fikcyjnej, ale osobie, z którą często się spotykałem, rozmawiałem, z którą świętowałem jej kolejne urodziny - dodał burmistrz.

Pisarz uhonorowany przez Związek Piłsudczyków RP

Poza podziękowaniami wręczanymi przez rodzinę Małgorzaty Blok osobom najbardziej zaangażowanym w powstanie publikacji, ale też sponsorom, którzy wsparli jej wydanie, ważnym punktem programu tego wyjątkowego wieczoru było wręczenie Franciszkowi Szczęsnemu i Marii Zielińskiej podziękowań i wyrazów sympatii od Piotra Karczewskiego, doradcy Prezydenta RP. Ponadto Piotr Karczewski przekazał na ręce Franciszka Szczęsnego zbiór wierszy swojego ojca Benedykta w języku kaszubskim.

To był jednak przedsmak tej części wieczoru, ponieważ Tomasz Kocent, szef Związku Piłsudczyków RP Oddział Kaszubsko-Pomorski, odczytał uchwałę związku, honorującą Franciszka Szczęsnego.

- Związek Piłsudczyków RP Okręg Kaszubsko-Pomorski, uchwałą z dnia 22 stycznia 2024 roku w 161. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego 1863 roku oraz w 105. rocznicę utworzenia 66. Kaszubskiego Pułku Piechoty im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, za zasługi w krzewieniu pamięci polskiej historii, tej kaszubskiej i pomorskiej ziemi, nadaje Odznakę Honorową Pamięci 66 Kaszubskiego Pułku Piechoty panu Franciszkowi Szczęsnemu.

Cała gala - podziękowania, a przede wszystkim wyróżnienie wręczone przez Piłsudczyków, a także miły, ciepły i radosny wieczór wspomnień o naszej "Małgośce" - nagrodzono ogromnymi brawami.

Piszę tak sobie ten tekst, myślę, ale w głowie mam sceny z książki, których nie wolno mi przytaczać

Bardzo mi zależy, żebyście państwo sięgnęli po tę książkę. Bo jest niezwykła, tak jak niezwykła była jej bohaterka. Pani Małgosiu, była pani po prostu.... Zobaczymy się jeszcze kiedyś....

Wszystkie fakty zawarte w książce "Małgośka i jej stulecie" zostały dokładnie sprawdzone nie tylko przez pisarza. Ich zgodność z faktami potwierdzają też w specjalnych notach fachowcy: dr Danuta Drywa z Muzeum Stutthof, mgr Barbara Kąkol z Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach oraz Danuta Szulczyńska-Miłosz (recenzja redakcyjna). Książka została wydana nakładem Wydawnictwa SORUS.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Wachowicz szaleje z piłą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kartuzy.naszemiasto.pl Nasze Miasto