Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Barbara Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego - o wielkanocnych zwyczajach na Kaszubach

Lucyna Puzdrowska
Lucyna Puzdrowska
O kaszubskich zwyczajach wielkanocnych opowiedziała Barbara Kąkol.
O kaszubskich zwyczajach wielkanocnych opowiedziała Barbara Kąkol. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Barbara Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach, podzieliła się z nami swoją wiedzą o starych zwyczajach okołowielkanocnych na Kaszubach. Zdradziła też do czego, jej zdaniem, warto byłoby powrócić.

Zwyczaje wielkanocne na Kaszubach się zmieniają. Zdaniem Barbary Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach, do niektórych, trochę zapomnianych, warto byłoby wrócić.

Jak wyglądała Wielkanoc kilkadziesiąt lat temu?

Przed laty w okresie Wielkiego Tygodnia przeprowadzało się na Kaszubach głównie zabiegi porządkowe. W tym czasie bieliło się ściany domostw i obór, sprzątało podwórka, niekiedy przeprowadzało dezynfekcję pomieszczeń, spalając bursztyn i jałowiec.

- Odkażanie beczek do wody oraz zatęchłych naczyń po kapuście lub ogórkach przeprowadzano w ten sposób, że pojemnik odwrócony do góry dnem stawiało się nad ogniskiem lub rozpaloną wiązką jałowca - opowiada Barbara Kąkol. - W ciągu pięciu minut wywabiało się w ten sposób wszelkie niemiłe zapachy naczyń. Wiązki jałowca wkładało się niekiedy do beczek z wodą dla inwentarza. Zapobiegało to psuciu się wody i tworzeniu osadów zgnilizny.

W niedzielę palmową chodziło się do kościoła z gałązkami wierzbowymi - palmami.

- Jednak dawniej nie było zwyczaju wykonywania ozdobnych, dużych palem, jakie teraz wzorem innych regionów, przynosi się do poświęcenia - kontynuuje dyrektor muzeum. - Poświęconą palmą gospodarze ostukiwali dom, budynki gospodarcze i zwierzęta, by chronić je od zła. A potem stawiano palmy w oknach, na wypadek burzy, by chroniły przed piorunami.

Jak dalej opowiada Barbara Kąkol, w Wielki Czwartek barwiono jajka. Zanurzano je w roztworze sporządzonym z okładek cykorii lub łusek cebuli. Obecnie panie w tym dniu przesadzają kwiaty doniczkowe.

- Zaginął zupełnie wielkopiątkowy zwyczaj smagania gałązką agrestu lub jałowca, choć zawierał głęboką religijną treść - kontynuuje dyrektorka. - Bicie gałązkami tych krzewów miało jednoczyć z cierpiącym Chrystusem.

W Wielki Piątek jadano głównie suchy chleb, śledzie i suche ziemniaki. Nie można było w tym dniu pracować w polu. Dzisiaj Wielka Sobota kojarzy się dzieciom głównie ze święconką. Przed laty w tym dniu chłopcy przygotowywali sobie rózgi na dyngusa, a panny odświętne stroje.

We wspomnieniach Franciszka Tredera,

założyciela Muzeum Kaszubskiego, czytamy natomiast: Tak stary zwyczaj każe, by w pierwsze święto Wielkanocne - i to przed wschodem słońca - zmyć się porządnie wodą źródlaną. A najlepiej wykąpać się w niej. Chorzy i małe dzieci mogą tego zabiegu dokonać w domu - pod warunkiem oczywiście, że do zmywania zastosują świeżą wodę źródlaną. Twierdzi się, że po takim zabiegu giną liszaje i wrzody - bez śladu. Rzekomo szczególnie działa ten zabieg na urodę, przede wszystkim odświeża cerę. Skuteczność tego zabiegu jest jednak uwarunkowana: - nie wolno się oglądać w czasie spaceru do i od źródła.

Niedzielę Wielkanocną Kaszubi rozpoczynali udziałem we mszy św. zwanej rezurekcją. Na pierwszym śniadaniu gromadziła się cała rodzina i wszyscy dzielili się poświęconym pokarmem. Poniedziałek Wielkanocny zaczynał się dyngusem. Polegał na smaganiu po gołych łydkach nie tylko dziewczyn, ale wszystkich domowników.

Wierzono, że im będzie dotkliwsze, tym większa pewność, że w domu nie będzie owadów. Im dziewczyny były bardziej wysmagane witkami brzozy lub jałowca, tym szybciej wyjść miały za mąż. Dyngujący robili też gospodarzom figle. Przybijali gwoździe do okien chaty, do których przywiązywano woskowany sznurek. Pociągany mokrymi rękoma wydawał przeróżne dźwięki.

Drugie święto Wielkanocy niesie wiele radości najmłodszym

Są obdarowywani przez rodziców słodkimi upominkami tzw. zającem. Dużą frajdą jest też dla dzieci tropienie, szukanie miejsca, gdzie ukryte są słodkości.

- Zwyczaje zmieniły się na przestrzeni lat - dodaje Barbara Kąkol. - Dawniej post był bardzo rygorystyczny i to przez całe 40 dni jego trwania. Główne pożywienie stanowiły żur, krupy jęczmienne, ziemniaki, śledzie i solona woda ze śledzi, tzw. śledziówka. Dzisiaj niewiele osób tak pości. W koszach ze święconką znajdowały się wyłącznie produkty pochodzące z własnych gospodarstw, wytworzone ciężką pracą. Dziś wygląda to inaczej, zazwyczaj kupujemy już wszystko gotowe. Dawniej w niektórych wsiach spotykano się u kogoś w domu, aby śpiewać Gorzkie Żale. Myślę, że warto byłoby wrócić do tej tradycji. Na pewno też warto zachować dyngusa, tego z jałowcem, a nieco mniej celebrować tego z wodą...

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Danuta Stenka jest za stara do roli?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Wróć na kartuzy.naszemiasto.pl Nasze Miasto