Trener Raduni Stężyca: „Nasz pomysł to piąć się". Z Ostapem Markewyczem, nie tylko o piłce, rozmawia Maciej Krajewski | WYWIAD

Maciej Krajewski
Maciej Krajewski
Ostap Markewycz w listopadzie przejął stery nad drugoligowcami wraz z asystentem Serhijem Atłasiukiem i trenerem przygotowania motorycznego Serhijem Jankowyjem.
Ostap Markewycz w listopadzie przejął stery nad drugoligowcami wraz z asystentem Serhijem Atłasiukiem i trenerem przygotowania motorycznego Serhijem Jankowyjem. Maciej Krajewski
Ostap Markewycz nowym trenerem Raduni Stężyca został w listopadzie 2022 r. Pochodzący z Ukrainy 44-latek miał już trochę czasu, by zaznajomić się z najlepszą ekipą powiatu kartuskiego. I choć II liga w Polsce to, można powiedzieć, spadek, jeśli chodzi o jego dotychczasowy poziom rozgrywek, sam szkoleniowiec „kanarków” pozostaje dobrej myśli i widzi niezwykły potencjał drużyny z Kaszub.

Radunia Stężyca z nowym trenerem. Ostap Markewycz podjął pracę w powiecie kartuskim

MK: Wicemistrzostwo Hiszpanii i młodzieżowy Puchar Króla z drużyną U-19 CF Villareal; samodzielnie prowadzone FC Agrobiznes, Czernomorca Odessa i FK Mariupol w ukraińskiej ekstraklasie; na dodatek „podglądany” warsztat pracy m.in. Vincente del Bosque w reprezentacji Hiszpanii, Zinedine Zidana w Realu Madryt czy Diego Simeone w stołecznym Atletico. Myślę, że niedopowiedzeniem by było stwierdzić, iż to dość imponujące CV. Co wobec tego posiadacz takiego dorobku ujrzał w II-ligowym zespole z Kaszub?

Ostap Markewycz: Może to moje polskie korzenie, a może dobry kierunek, w jakim idzie polska piłka nożna? Wiadomo, że w tym wszystkim są elementy, które też chciałbym zmienić, też pragnąłbym inaczej rozwiązać, ale to już temat na inną, dłuższą rozmowę.

Niemniej rozumiem to pytanie. Gdy po raz pierwszy mi zaproponowano posadę trenera Raduni Stężyca, odmówiłem. Już byłem, chociażby na poziomie I ligi w Ukrainie. A to nie jest typowe dla trenerów robić taki krok wstecz. Kilka razy odmawiałem, ale przekonali mnie, żebym chociaż przyjechał i zobaczył, jak to tutaj jest. Akurat mi to pasowało wtedy, więc stwierdziłem „Czemu nie?”. Kiedyś, chyba 20 lat temu, byłem już w tych okolicach - w Gdańsku, Gdyni. Bardzo mi się tu podobało wtedy.

Zdecydowałem się na podróż i nie żałuję. To, co zobaczyłem - w sensie sportowym, ale też tę przyrodę, to życie - bardzo mi się spodobało. To wszystko wywarło na mnie ogromne wrażenie. Podjąłem taką decyzję i myślę, że nie pomyliłem się.

Wspomniał Pan o polskich korzeniach - dużo języka polskiego i tej kultury było w domu?
Od małego słuchałem języka polskiego, stykałem się z polskimi elementami. Głównie poprzez babcię, poprzez rodzinę, która odwiedzała nas w święta. Opowiadali stare bajki, wiersze, śmieszne historyjki. Oni jeszcze pamiętali, jak Lwów był częścią Polski. W telewizji też nie brakowało polskich kanałów i bajek, które z pewnością Polacy znają - smerfów, Pszczółki Mai.

Co w takim razie popchnęło tego młodego chłopca ze Lwowa do piłki nożnej?
Od małego, chyba miałem wtedy 6 lat, z ojcem byłem w to wplątany. On pracował w drużynie Torpeda Łucka, potem przemianowanej na Wołyń Łuck. Wtedy zakochałem się w tym sporcie. Nie byłem też w stu procentach świadomy, pewny tego, że z nim chcę wiązać swą przyszłość. Może nie starczyło mi wtedy odwagi od razu tak podjąć decyzję, ale byłem mały.

Na dodatek ojciec zawsze mi mówił, że to bardzo trudna sprawa. I nie chodzi tu o wysiłek fizyczny, ale o presję psychologiczną. Na boisku wszyscy na ciebie patrzą: kibice, piłkarze, dziennikarze. Musisz być po prostu silnym, by to wytrzymać. I w efekcie trzeba się zastanowić, czy to wszystko ci jest w ogóle potrzebne.

Jak widać, to Pana nie zniechęciło.
Z nauką poszedłem dalej, później zacząłem pracować, ale stale pozostawałem z naszą lokalną drużyną. Zawsze byłem przy piłce i z czasem pojawiła się możliwość, abym przeszedł do Metalistu Charków, potem do Dnipro Dniepropietrowsk. Nie mogę przy tym powiedzieć, żebym był piłkarzem wybitnym, ale koledzy twierdzili, że nie jestem zły.

Od razu zacząłem pracować jako trener, bo to było moje marzenie. Zawsze sobie obmyślałem, jak będę rozmawiał z piłkarzami, jak bym to mógł poprowadzić troszkę inaczej, niż np. ojciec.

ZOBACZ TEŻ: Artur Kosznicki nowym asystentem trenera Cartusii 1923 Kartuzy

W swej karierze miał Pan okazję przyjrzeć się wielu klubom z najwyższej półki. Jak wobec tego prezentuje się Radunia?
Raczej to by było lepsze pytanie do poprzedniego trenera, ja nie chcę tak oceniać jego pracy. Powiem tylko, że widzę wiele dobrych rzeczy w zespole. Imponuje nam [mnie i trenerom Ałtasiukowi oraz Jankowyjowi - dop. red.] to, jak drużyna wygląda. Co do pozycji Raduni konkretniej to jak zawsze będziemy pracować, żeby było lepiej.

Szykują się jakieś bardziej radykalne zmiany?
Nie. Już dostrzegłem, jaki futbol chce grać zespół, i że to podoba się kibicom, specjalistom czy nawet dziennikarzom. Ten kierunek będziemy utrzymywać, w tym kierunku zamierzamy iść.

W sezonie 2021/2022, będąc beniaminkiem, Radunia dotarła do baraży o I ligę. Co prawda zespół odpadł w pierwszym meczu, ale lokalnie był to niemały sukces. Nastawiacie się teraz na dojście jeszcze dalej?
Oczywiście. Tylko coraz wyżej! Nasz pomysł właśnie leży w tym, aby piąć się w górę. A jak już tam dotrzemy to zobaczymy. Bo to jest jednak piłka nożna - wszystkie zespoły mają podobną motywację, chcą coś udowodnić.

Z chłopakami gadamy, że pragnienie musi być tylko zwycięstwa. W każdym meczu.

Z rywalami udało się już zapoznać?
Najpierw muszę się w pełni zaznajomić z moją drużyną (śmiech). Ale wciąż mamy przecież niektórych trenerów, analityka, nie wspominając o samych piłkarzach. Oni wiedzą to wszystko. Krok po kroku, również po meczach towarzyskich, powinno to jeszcze wyjść.

Ciągle o piłce rozmawiamy, ale to nie jest chyba jedyne Pana zainteresowanie.

Ciekawią mnie książki, muzyka, historia - można by wiele wymieniać, bo zawsze się ma jakieś zainteresowania poza pracą.

Szczególnie bliskie są mi podróże i po prostu przyroda, otaczający nas świat. Chciałbym dużo jeździć i na razie się udaje.

Skoro do przyrody ciągnie, to nic dziwnego, że Kaszuby Pana urzekły.
Tak jak mówiłem na samym początku. Ale bardzo lubię też góry, móc chodzić po nich samotnie lub z synem. Porozmyślać.

Nasze życie, moim zdaniem, powinno pozostawać w harmonii z tym wszystkim, co nas otacza. Powinniśmy uważać na tę przyrodę. Bo to jest skarb, nieopisany. I patrząc na to, jak działamy teraz, to jako ludzie musimy zmienić nasze zachowania wobec tego skarbu. Bo według mnie nie mamy takiego szacunku do przyrody, jaki powinniśmy mieć. A gdy my będziemy w dobrym związku ze światem, świat nam równie dobrze odpowie.

Nie tylko do świata niektórzy nie mają szacunku, ale i do drugiego człowieka. Już prawie rok mija od rosyjskiej inwazji na Ukrainę...
Dla nas wszystkich to już bardzo mocna trauma, bym powiedział. Ale musimy to przezwyciężyć, robiąc to, co się da.

Dużo o tym myślałem. I nawet będąc tu staramy coś zrobić, choćby żeby o Ukraińcach poza granicami naszego kraju dobrze mówili. Żeby ludzie widzieli, że jesteśmy tacy, jak oni, że też dobrze pracujemy.

Cały czas pozostaję w kontakcie z chłopakami, którzy walczą na froncie. Taka rzecz, jak wojna, to zawsze jest tragedia. Giną młodzi, giną dzieci. To zawsze, dla serca i dla umysłu, jest trudne.

Nawet tu, będąc tak daleko, pomagacie?
Na różne sposoby można pomagać. Każdy z nas robi wszystko, co może, aby mieć swój wkład.

Może żeby nie kończyć na czymś tak okropnym, zapytam w ten sposób: Ojciec ostrzegał Pana o trudnościach, jakie wiążą się w pójściem w piłkę nożną. Czy podobnie zwróciłby się Pan teraz do młodych, zainteresowanych właśnie tym sportem?
Nie, w żadnym wypadku. Wręcz przeciwnie - powiedziałbym, żeby śmiało szli! Jeżeli naprawdę tego chcesz, jak twoje serce czuje, że to jest to, jak ty to lubisz - zrób to. Nieważne, czy to jest piłka nożna, inne sporty czy coś w ogóle z tym niezwiązanego. Idź bez strachu, do przodu, bez żadnych wątpliwości! Będziesz się mylił, będziesz miał gorsze dni, gorsze występy, ale to nie może Cię zniechęcić.

DZIENNIK BAŁTYCKI w GOOGLE NEWS

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Magazyn Gol24 - Tomasz Kłos / skrót 1

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na kartuzy.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie