reklama

Czy dzieci z katarem powinny chodzić do przedszkola i żłobka?

Pola LewickaZaktualizowano 
Czy dziecko z podwyższoną temperaturą i katarem powinno iść do żłobka czy przedszkola? Rodzice mają na ten temat odmienne poglądy, a przedszkolanki proszą, by chorych dzieci nie przyprowadzać. - A gdzie dzieci mają nabierać odporności jak nie w przedszkolu? - pyta jedna z mam. Nie wszystkie się z nią zgadzają.

Dzieci w okresie jesiennym infekcje łapią ciągle. Katar, kaszel, ból gardła czy podwyższona temperatura to problemy, z którymi mierzą się rodzice. Niektóre dolegliwości okazują się poważniejsze i wówczas dziecko przechodzi terapię antybiotykiem. Zapytaliśmy rodziców, jakie mają z tym doświadczenia.



Wiadomo, że po leczeniu antybiotykiem odporność jest osłabiona przez długi czas. Jednak maluch musi wrócić do przedszkola lub żłobka, a rodzice do pracy. Opiekunowie zwracają uwagę na to, że jakkolwiek nie dbają o odporność maluchów, to inni rodzice przyprowadzają do przedszkola chore dzieci, a przez to zarażają resztę.

- To jest masakra co się dzieje. - pisze z oburzeniem jedna z mam - Widziałam matkę, która jeszcze w szatni przedszkola dawała córce antybiotyk i hop do sali.

W wielu żłobkach opiekunowie zawiadamiają rodziców, gdy widzą, że dzieci źle się czują. Jednak nie mogą odmówić przyjęcia dziecka. O ile rodzice, którzy nie pracują mogą pozwolić sobie na opiekę nad dzieckiem w domu, o tyle pracujący stają przed nie lada wyzwaniem: czy infekcja jest na tyle poważna, by zostać z maluchem w domu czy wystarczy podawać mu coś na wzmocnienie i wysłać na parę godzin między inne dzieci.
- Moja córka jest antygorączkowa. - komentuje mama sześciolatki - Miała już z 15 razy chore płuca, oskrzela, o migdałkach czy anginie nie wspomnę, a gorączkę miała 2 razy w życiu, więc jeżeli zaczyna kaszleć, to jej nie puszczam, bo zazwyczaj 2 dni później już jest na antybiotyku. Denerwuje mnie jak rodzic, w dodatku który jest w domu, mówi "Co tam kaszel, niech idzie i puszcza dziecko do przedszkola".

Rodzice kontra rodzice

- Od kataru wszystko się zaczyna. - mówi Anna, mama czterolatki - Moja córka była dwa tygodnie chora, brała antybiotyk. Po antybiotyku została jeszcze tydzień w domu. Poszła do przedszkola całkowicie zdrowa i co? Pochodziła 4 dni i znów siedzimy w domu.

Głos w dyskusji zabierają osoby, które uważają, że w Polsce za dużo bierze się antybiotyków i być może to jest przyczyną niekończących się infekcji wśród przedszkolaków. 18 listopada obchodzimy Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach. Specjaliści zwracają uwagę, że to rzeczywiście ogromny problem. Rodzice często nalegają na wystawienie recepty, bo antybiotyk działa szybko i skutecznie, dzięki czemu maluch albo oni sami szybko zostaną postawieni na nogi. Jednak im więcej antybiotyków bierzemy, tym więcej szczepów bakterii się na nie uodparnia. Łykamy suplementy kilogramami, zdając się na reklamy, a nie skupiamy na diecie. A ta bywa przyczyną słabej odporności.

Lek ma leczyć, a nie smakować!

Na ten problem zwraca uwagę swoim wpisem Młody Farmaceuta. Jej zdaniem dzieci przyzwyczaiły się do tego, że lekarstwa są... słodkie! I chorowanie kojarzy im się z cukierkami, żelkami, przesłodzonymi syropami.

- Pamiętam, że jak w dzieciństwie się chorowało i dostawało leki, były one gorzkie i niedobre. Bo lek miał prawo być gorzki. No i lek się brało i tyle. Z wielkim niesmakiem i krzywieniem, bo taki bleee. - czytamy we wpisie - Co obecnie robimy? My wręcz zachęcamy podopiecznych do brania preparatów aptecznych. Dajemy dziecku jasny przekaz: boli gardło - dostaniesz słodkiego, smacznego lizaczka. Masz kaszel? Oto guma.

Po co zażywać witaminę D3 w kroplach? Dostaniesz w żelku! Warzywa i owoce? Zapomnij, tu są żelki - ufoludki, wesołe zoo czy inne dziwadła. To taka zachęta, że aż przykro patrzeć. Potem zdarzyć się może, że dziecko przychodzi z rodzicem do apteki i dopomina się o pysznego cukieraska być może nawet udając ból gardła - byle tylko dostać to, na czym mu zależy. Kojarzy aptekę z czymś przyjemnym, a nie z leczeniem i gorzkimi lekarstwami, które się bierze w razie konieczności. Stąd już niedaleka droga, by w przyszłości przy byle okazji łykać tabletki i kapsułki - czy to z lekami czy suplementami diety. Co takiego jest w składzie większości takich dziecięcych suplementów diety i wyrobów medycznych typu gumy, żelki i lizaczki? Zacznijmy od tego, że NIE SĄ TO LEKI. W składzie na pierwszym miejscu znajdziemy syrop glukozowy i cukier. To równie dobrze mogłoby leżeć na sklepowej półce, a nie aptecznej. To po prostu słodycze. - dodaje.

https://www.instagram.com/p/BrN0zbvlTrz

Dzieci chorują, bo rodzice chcą je zbyt mocno chronić?

- Gdybym miała tak nie puszczać dziecka przy najmniejszym kaszlnięciu czy kichnięciu, to pozostałoby mi jedynie zwolnic się z pracy na stałe. - pisze Ania - Poza tym dzieci nie przynoszą choroby jedynie z przedszkola, wystarczą zakupy z dzieckiem w Biedronce i już wirus złapany. Ja dziecka pod kloszem trzymać nie zamierzam!

Tych rzeczy nie powinny jeść Twoje dzieci! Co często im podajesz, a jest dla nich szkodliwe? Lista produktów

"Przecież w domu nie kaszle"

Zdaniem niektórych rodziców problem bywa bagatelizowany. Katar, który dla jednego dziecka bywa niegroźny może być niebezpieczny dla innego, u którego organizm słabiej broni się przez wirusami i bakteriami.
- Są matki, które potrafią leki wkładać do plecaczka i w razie telefonu, że dziecko ma już temperaturę, informują że w plecaczku jest panadol czy inny syrop. - pisze Marcela - Ani Pani ani dzieci nie mogą się skupić na tym, co powinny. Nieśmiertelnym argumentem zdaniem wielu mam jest ten mówiący o nagłej chorobie.

- Ja kieruję się zdrowym rozsądkiem. - komentuje Małgosia, mama dwójki dzieci - Jak widzę, że moje dziecko ma lekki katar albo kaszel, ale poza tym jest w świetnej formie, to posyłam do przedszkola. Jeśli ma stan podgorączkowy lub jest osowiałe, to zostawiam w domu. Ale tez nie lecę do lekarza z byle infekcją, nie faszeruję dzieci tysiącem suplementów z apteki, które są mało warte.

Dzieciom podawane są naturalne mikstury z czosnkiem, imbirem i cytryną, które wzmacniają odporność. Mama wspomina też, że nie ma za złe rodzicom, którzy przyprowadzają dzieci z infekcjami.

- Zdaję sobie sprawę, ze większość osób pracuje i nie będzie siedzieć z prawie zdrowym dzieckiem w domu, tylko dlatego dlatego, że inny rodzic pragnie klosza dla swojego dziecka. - dodaje.

Z katarem do żłobka i przedszkola. Kiedy dziecko powinno zostać w domu?

W nocy wszystko było dobrze, ale rano dziecko ma lekki katar i wydaje się marudne. Co zrobić?
- Kilkukrotnie usłyszałam od różnych lekarzy, że katar i niewielki kaszel nie jest podstawą do pozostawienia dziecka w domu i do przedszkola iść może. - tak rozwiązuje tę kwestię jedna z mam - Co innego gorączka, bóle, czy duszący, szczególnie suchy kaszel. Moje dziecko zawsze po katarze musi się ze 2 tygodnie wykaszleć. Dlatego o ile nie widzę innych niepokojących objawów poza "wodą z nosa" dziecko do przedszkola idzie.

Kiedy zostawić dziecko w domu?

  • jeśli wymiotuje
  • kiedy ma biegunkę
  • kiedy ma gorączkę powyżej 37,5 st.
  • jeśli boli je ucho
  • kiedy na ciele pojawia się mocna wysypka
  • kiedy wydzielina z nosa ma kolor żółto-zielony
  • w przypadku mocnego kaszlu, który połączony jest ze stanem podgorączkowym

Warto pamiętać, że dzieci szybko zarażają się od siebie i baczna obserwacja może uchronić przed chorobą nie tylko nasze dziecko, ale też inne.
Jak wzmacniać odporność? Warto postawić na regenerację! Sen, dużo spacerów, ćwiczenia, naturalne probiotyki (czosnek, cytryna, imbir, miód), ograniczenie spożycia cukru, picie ziół i... śmiech. Zrelaksowane ciało, które niweluje stresy, szybciej zwalcza wirusy i bakterie.

POLECAMY NA STRONIE KOBIET:

Wspierają nie dla lajków. Oto Gwiazdy ,które pomagają naprawdę.

Wideo

Materiał oryginalny: Czy dzieci z katarem powinny chodzić do przedszkola i żłobka? - Dziennik Bałtycki

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
G.

Nie powinny, przecież wtedy rozsiewają wirusy i bakterie zarażając zdrowe dzieci.

A argument co mają zrobić bo pracują jest niezasadny. Każdy rodzic może wziąć L4 na chore dziecko. Poza tym wysyłanie chorego dziecka to zwyczajnie nie poszanowanie innych rodziców i ich zdrowych dzieci, nieodpowoedzialność i brak troski o własne dziecko.

G
Gość
14 listopada, 18:46, Gość:

W przedszkolu i szkole moich dzieci to samo. W szkole, w której pracuję to samo. Zadziwiające, jak często chore dzieci wysyłają mamy, które do pracy nawet nie chodzą.

Moje dzieci też mają słabą odporność, dostają witaminy, są szczepione na odporność większą, dużo na świeżym powietrzu i nie jeżdżą wszędzie autem.

Po prostu mają słabą odporność.

Średnio co 2 tydzień przez cały sezon jesienno - zimowy któryś chory.

Ale jak mają się nie zarażać, skoro w ich grupach notorycznie są przeprowadzane chore dzieci. Bywa że w przedszkolu są dzieci z biorącym uchem cały dzień, z kaszle takim, że płuca prawie wypłyną.

I masz odpowiedź. Dzieci szczepione częściej chorują. Dowód? Badania Instytutu Kocha.

G
Gość

Zlikwidować przedszkola. I tak więszkość madek siedzi w domu bo zyje z 500 . Więc niech się zajmą bombelkami.

G
Gość
14 listopada, 16:23, Gość:

Dla chorych dzieci w przedszkolu wydzielić osobną salkę i spędzić je tam wszystkie, niech się wymieniają wirusami i bakteriami, skoro matkom to nie przeszkadza i chcą je wzmacniać. Zdrowe niech nie będą narażone na niepotrzebne zachorowania.Jeśli cwana mamusia posyła chore dziecko do przedszkola bo ma w nosie, że pozaraża ono inne, to właśnie wystawić jej dziecko na złapanie innego rodzaju infekcji od innego chorego, którego równie cwana mamusia chciała się pozbyć z domu.Dzieciak się tak pochoruje, że pół pensji pójdzie na leki, a w domu i tak trzeba będzie z nim zostać.I skończy się kozakowanie i brak szacunku dla zdrowia innych.

15 listopada, 6:53, Postawsiewsytuacji:

Wszystko fajnie. Tylko nikt nie myśli o tym, jak Ci rodzice mają sobie radzić, jeśli oboje pracują. Są pracodawcy, którzy reagują alergicznie na każde zwolnienie na dziecko. Ktoś mądry powie, to niech jedno nie pracuje. Może nie chcą wegetować, a lepiej żyć i stąd taka decyzja? Nie każdy ma pomóc rodziny albo sąsiadkę/nianie na od zaraz. Wszystko jest fajne i proste, jeśli nie jesteś w takiej sytuacji. Dlatego posyłam i będę posyłać dziecko z kaszlem czy katarem, bo nie mam wyboru. Do pracy też chodzą ludzie z lekkimi infekcjami i nikt ich nie każe izolować, bo jak kichna, to zaraża kilkanaście/kilkadziesiąt osób

Kiedyś też niezbyt dobrze czulam się jako przynosząca zwolnienie lekarskie na dziecko ale zostawalam w domu z dziećmi do czasu az wyzdrowialy. Szkoda mi było moich dzieci po prostu

A
Aga
16 listopada, 8:28, Aga:

To wszystko zależy. Np. Moje dziecko mialo katar prawie non stop od kiedy skończyło w lata a wszystkk przez przerost migdałów i 3 migdała. Trudno żeby w takiej sutuacji nie puszczac dziecka do przedszkola. A z drugiej strony wiem ,że często rodzice puszczają dzieci nawet z antybiotykiem. Wszystko zalezy od punktu siedzenia. Ale ogólnie jestem przeciw puszczaniu chorych dzieci do przedszkola

Aa i dodam jeszcze tylko,że drugie dziecko ma refluks i zanim to zostalo zdiagnozowane to troche czasu minęło. Kaszel przy tym hm... nie do opisania szczekajacy, wyrywajacy pluca wręcz, zdarzało sie ze i z tym kaszlem nie puszczałam do szkoły wlasnie ze względów na innych rodziców. Bo co oni powiedzą. Są też dzieci z alergią, wszystko po prostu trzena rozważyć a nie patrzec na to że to dziecko kichneło a to kaszlneło i zaraz robić afere

A
Aga

To wszystko zależy. Np. Moje dziecko mialo katar prawie non stop od kiedy skończyło w lata a wszystkk przez przerost migdałów i 3 migdała. Trudno żeby w takiej sutuacji nie puszczac dziecka do przedszkola. A z drugiej strony wiem ,że często rodzice puszczają dzieci nawet z antybiotykiem. Wszystko zalezy od punktu siedzenia. Ale ogólnie jestem przeciw puszczaniu chorych dzieci do przedszkola

P
Postawsiewsytuacji
14 listopada, 16:23, Gość:

Dla chorych dzieci w przedszkolu wydzielić osobną salkę i spędzić je tam wszystkie, niech się wymieniają wirusami i bakteriami, skoro matkom to nie przeszkadza i chcą je wzmacniać. Zdrowe niech nie będą narażone na niepotrzebne zachorowania.Jeśli cwana mamusia posyła chore dziecko do przedszkola bo ma w nosie, że pozaraża ono inne, to właśnie wystawić jej dziecko na złapanie innego rodzaju infekcji od innego chorego, którego równie cwana mamusia chciała się pozbyć z domu.Dzieciak się tak pochoruje, że pół pensji pójdzie na leki, a w domu i tak trzeba będzie z nim zostać.I skończy się kozakowanie i brak szacunku dla zdrowia innych.

Wszystko fajnie. Tylko nikt nie myśli o tym, jak Ci rodzice mają sobie radzić, jeśli oboje pracują. Są pracodawcy, którzy reagują alergicznie na każde zwolnienie na dziecko. Ktoś mądry powie, to niech jedno nie pracuje. Może nie chcą wegetować, a lepiej żyć i stąd taka decyzja? Nie każdy ma pomóc rodziny albo sąsiadkę/nianie na od zaraz. Wszystko jest fajne i proste, jeśli nie jesteś w takiej sytuacji. Dlatego posyłam i będę posyłać dziecko z kaszlem czy katarem, bo nie mam wyboru. Do pracy też chodzą ludzie z lekkimi infekcjami i nikt ich nie każe izolować, bo jak kichna, to zaraża kilkanaście/kilkadziesiąt osób

G
Gość

W przedszkolu i szkole moich dzieci to samo. W szkole, w której pracuję to samo. Zadziwiające, jak często chore dzieci wysyłają mamy, które do pracy nawet nie chodzą.

Moje dzieci też mają słabą odporność, dostają witaminy, są szczepione na odporność większą, dużo na świeżym powietrzu i nie jeżdżą wszędzie autem.

Po prostu mają słabą odporność.

Średnio co 2 tydzień przez cały sezon jesienno - zimowy któryś chory.

Ale jak mają się nie zarażać, skoro w ich grupach notorycznie są przeprowadzane chore dzieci. Bywa że w przedszkolu są dzieci z biorącym uchem cały dzień, z kaszle takim, że płuca prawie wypłyną.

G
Gość

Dla chorych dzieci w przedszkolu wydzielić osobną salkę i spędzić je tam wszystkie, niech się wymieniają wirusami i bakteriami, skoro matkom to nie przeszkadza i chcą je wzmacniać. Zdrowe niech nie będą narażone na niepotrzebne zachorowania.Jeśli cwana mamusia posyła chore dziecko do przedszkola bo ma w nosie, że pozaraża ono inne, to właśnie wystawić jej dziecko na złapanie innego rodzaju infekcji od innego chorego, którego równie cwana mamusia chciała się pozbyć z domu.Dzieciak się tak pochoruje, że pół pensji pójdzie na leki, a w domu i tak trzeba będzie z nim zostać.I skończy się kozakowanie i brak szacunku dla zdrowia innych.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3