W dniach 7 i 8 października w Egiertowie odbył się jeden z najpopularniejszych rajdów na orientację na Pomorzu - Jesienny Tułacz. To już 29. edycja rajdu, w którym udział biorą najtwardsi zawodnicy. W tym roku na nocną wyprawę z mapą i kompasem wystartowało ponad 250 osób. Organizatorem rajdu jest Bractwo Przygody Almanak w Gdańsku.

Dla uczestników rajdu Jesienny Tułacz przygotowana została trasa rowerowa 50 km oraz cztery trasy piesze: 15, 25, 30 i 50 km. Gościny użyczyła bazie rajdu Szkoła Podstawowa w Egiertowie. Swój udział w tegorocznej edycji zgłosiło ponad 250 osób.
- Na bieżąco mamy jeszcze telefony od osób, które w ostatniej chwili decydują się na udział w Jesiennym Tułaczu, ale na pewno nie uda nam się pobić frekwencji z Wiosennego Tułacza i to z kilku względów - mówi Wojciech Suchy, prezes Bractwa Przygody Almanak, organizatora imprezy. - Po pierwsze część uczestników boi się iść nocą do lasu, po drugie w dziennych edycjach mamy trasę krótszą, dedykowaną specjalnie rodzinom z dziećmi. W Jesiennym Tułaczu bardzo mało osób decyduje się na start z dziećmi, a przez to, jest ich zdecydowanie mniej.
Jak dodaje organizator, początkowo rajd miał się odbyć w Sulęczynie. Po sierpniowej nawałnicy plany trzeba było zmienić i rozpocząć poszukiwania innego miejsca. Biorąc pod uwagę ile rozmów trzeba odbyć, pozwoleń uzyskać, nie tylko od władz gminy, ale przede wszystkim Nadleśnictwa, nagła zmiana lokalizacji również miała wpływ na to, że wiele osób nie zdążyło się do rajdu przygotować.
W Jesiennym Tułaczu biorą udział osoby z całej Polski, jednak najwięcej uczestników to mieszkańcy Trójmiasta. W tym roku w nocną trasę wybrali się nawet obywatele Ekwadoru i Hiszpanii. Były osoby z Warszawy, Lęborka, Słupska czy Kościerzyny.

"Sprawdź granice swoich możliwości"


- to hasło przewodnie Tułacza. Nieistotne jest, kto jak daleko dojdzie, lecz jak dobrze będzie się bawił w duchu sportowej rywalizacji. Tułacz to rajd na orientację, którego celem jest odnalezienie w terenie kilkunastu punktów kontrolnych mając do dyspozycji jedynie mapę, kompas i dużo wytrwałości. To również znakomita okazja, aby oderwać się od komputera czy telewizora i spędzić trochę czasu w lesie razem z przyjaciółmi i rodziną.
Jesienny Tułacz w Egiertowie dawał możliwość pokonania jednej z pięciu tras: pieszej - 15 km (rodzinnej) w czasie 4 godz, pieszej - 25 km w czasie 8 godz, pieszej - 30 km w czasie 8 godz., pieszej - 50 km w czasie 12 godz.
rowerowej - 50 km w czasie 8 godz. Wszystkie trasy wiążą się z koniecznością odnalezienia kilkunastu punktów kontrolnych rozmieszczonych w okolicznych lasach.

Weterani Wiosennego i Jesiennego Tułacza


Jak mówi Wojciech Suchy, są osoby, które od ponad 20 lat biorą udział w tej rywalizacji, połączonej z nauką i zabawą.
- Sa osoby dla których dzisiaj będzie to 27. start - mówi organizator. - Nie brali udziału jedynie w dwóch pierwszych imprezach, bo po prostu jeszcze o niej nie wiedzieli, ale jak tylko się dowiedzieli, startują i są z nami od lat.
26 startów ma za sobą i wziął również udział w edycji Jesienny Tułacz w Egiertowie, Tomasz Florek z Gdyni. 24 starty miał za sobą Maciej Kwaśniewski i 22 starty Piotr Jaworski, obaj z Gdańska. Z pań najczęściej w Tułaczu startowała dotąd Joanna Bielińska z Rumi. Niestety, z powodu choroby nie mogła wziąć udziału w rywalizacji w Egiertowie.

Udział w Rajdzie na Orientację Jesienny Tułacz przydaje się w życiu codziennym


Jak dodaje Wojciech Suchy, udział w rajdach na orientacje przydaje się w życiu codziennym.
- Tak naprawdę pomaga w każdym etapie życia i w każdym momencie życia, od najkrótszego poruszania się po mieście, poprzez wycieczki za miasto, aż po wyprawy dalsze - mówi Wojciech Suchy. - Moim zdaniem tak popularne ostatnio nawigacje, instalowane w telefonach i samochodach często bardziej nas ogłupiają niż pomagają. Uważam, że nic nie przebije zwyczajnej mapy i kompasu, tylko trzeba umieć się nimi posługiwać. Nasi uczestnicy to umieją i na pewno nie zagubią się ani w mieście, ani poza miastem, a z lasu znajdą bezpieczną droge do domu.

Uczestnicy o Jesiennym Tułaczu


- Juz nie pamiętam ile razy brałem udział w rajdzie, ale pamiątkową zapalniczke mam, a tę dają po 10., więc pewnie kilkanaście razy - mówi Piotr Szwed z Gdańska. - To taka pasja rodzinna, bo również mój brat należy do tych tzw. weteranów rajdu, też posiada już tę słynną zapalniczkę. W letnich imprezach bierze też udział moja żona, raz wybrała się z nami córka.
- W zawodach na orientację brałem już udział wcześniej, ale w Jesiennym Tułaczu startuję po raz pierwszy- mówi Paweł Marcinko z Gdańska . - Najczęściej biegam z psem, ale jak się dowiedziałem, że baza jest w szkole, to zrezygnowałem z uczestnictwa mojego pupila. Teraz widzę, że są ludzie z pieskami, więc trochę żałuję. Biegniemy dziś razem z kolegą na 25 km. Najbardziej boję się o pogodę, oby nie lało, a reszta, to już jakoś pójdzie.
- Bierzemy udział w rywalizacji po raz 10. i jak sie dowiedzieliśmy czeka nas jakaś nagroda z tego tytułu - mówi Tadeusz Szczęsny z Gdańska, który od 10 lat startuje w Tułaczu z córką Magdą. - W nocnym rajdzie wiadomo, trudność polega głównie na tym, że wszędzie dookoła ciemność. Trzeba bardzo uważać, żeby się nie zgubić.Czasem też problemem są gałęzie, które ni stąd, ni zowąd pojawiają sie na ścieżkach, zwłaszcza po wichurach.
Pan Tadeusz podzielił się też z nami ciekawym przeżyciem z poprzedniego nocnego rajdu.
- Pamiętam jak 2 lata temu braliśmy udział w Tułaczu również w Egiertowie - opowiada pan Tadeusz. - Wracając nad ranem, jeszcze w lesie, zauważyliśmy nagle wiele osób z latarkami. Byliśmy zaskoczeni, że tylu uczestników znalazło się nagle w tym samym miejscu. Wszyscy stali, nie ruszali się. Nagle zrobił sie jakiś szum, te latarki zaczęły sie przesuwać i dopiero wtedy zrozumieliśmy, że to nie ludzie, a sarny. Nasze latarki świeciły im w oczy, które w ciemności błyszczały,a ja zmęczony po całonocnym marszu, uznałem że to światła latarek innych uczestników. Podczas takiej nocnej wyprawy nigdy nie jest nudno - dodaje Tadeusz Szczęsny.

Najwięcej osób


wzięło udział w konkurencji na 15 km, najmniej, bo tylko 7, odważyło się na pokonanie 50 km.
- W tym roku wyjątkowo mało osób zdecydowało się na tę najtrudniejszą, najdłuższą trasę - mówi pani Renata z biura obsługi. - Ale biorąc pod uwagę dośćnagłą zmianę lokalizacji rajdu z Sulęczyna na Egiertowo, to i tak super.
W sekretariacie obsługi rajdu pracowały również przesympatyczne dwie Doroty.
O tym jak poradzili sobie uczestnicy rajdu nocą w lasach gminy Somonino napiszemy wkrótce.



Turystyka

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!