Po czterech miesiącach zawieszenia w obowiązkach do pracy powróci pielęgniarka oddziałowa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala Powiatowego w Kartuzach, która odmówiła przyjęcia chorego półrocznego Dawidka Szuty z Koloni do szpitala. Na razie nie wróci na swoje stanowisko. Zarówno jej, jak i lekarce NZOZ Centrum Medycznego Kaszuby postawiono zarzuty nieudzielenia pomocy choremu dziecku oraz nieumyślnego spowodowania jego śmierci. Sprawa zbulwersowała cały kraj.
Do tragicznej śmierci sześciomiesięcznego niemowlęcia doszło 4 marca tego roku. Matka udała się z dzieckiem do ośrodka NZOZ Centrum Medyczne Kaszuby w Kartuzach. Dziecko nie było zapisane do tego ośrodka. Lekarka pediatra widząc stan niemowlęcia zaleciła, by matka natychmiast udała się do pobliskiego szpitala. Ale na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym pielęgniarka oddziałowa odesłała ją do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie.
Matka z Dawidkiem ruszyła do Gminnego Ośrodka Zdrowia w Sierakowicach. Mimo sprawnej reanimacji chłopczyka nie udało się uratować.
Ta sytuacja poruszyła świat. Zostało wszczęte śledztwo. Na czas wyjaśniania sprawy ówczesna dyrektor szpitala, Barbara Kolmas zawiesiła w obowiązkach oddziałową SOR. Takiej decyzji wobec pediatry nie podjął kierownik NZOZ Centrum Medycznego Kaszuby, gdzie trafiło niemowlę.
Prokuratura wystąpiła o szczegółowe opinie biegłych. Po długim oczekiwaniu biegły sądowy Zakładu Medycyny Sądowej stwierdził, że śmierć dziecka miała cechy nagłego zgonu. Według opinii biegłego dziecko było bardzo chore. Opinia, biegłego kardiologa z Centrum Zdrowia Dziecka, potwierdziła, że między śmiercią dziecka a nieudzieleniem mu pomocy istnieje związek przyczynowo-skutkowy. Teraz do kardiologa trafiły dodatkowe pytania skierowane przez prokuratora prowadzącego sprawę. Żadna z kobiet nie przyznała się do winy. Swoje postępowanie wyjaśniające wobec pielęgniarki prowadzi rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku.
- Po publikacjach prasowych wszczęłam swoje postępowanie, by wyjaśnić, czy doszło do naruszenia zasad etyki zawodowej i wykonywania czynności pielęgniarskich - mówi Mariola Rusińska, rzecznik odpowiedzialności zawodowej pomorskich pielęgniarek. - Zebrałam dokumentację, dotarłam do pielęgniarki i tylko tyle mogłam zrobić, zgodnie z procedurami. Oczekuję na wyniki postępowania sądowego. Wówczas ponownie wrócę do sprawy.
Zarządzający od lipca kartuskim szpitalem likwidator podjął decyzję, że pielęgniarka oddziałowa wróci do pracy, ale wykorzysta najpierw półtoramiesięczny urlop.
- Stwierdziłem, że trudno płacić pracownicy pensję, jeśli nie świadczy pracy - powiedział likwidator Karol Góralski. - Po urlopie pielęgniarka na pewno nie wróci na dotychczasowej stanowisko, ale znajdę jej inne zajęcie do czasu sądowego wyjaśnienia sprawy.